|
Wesele to ceremonia, podczas której tradycja ściera się z nowoczesnością. Sztuką jest osiągnięcie odpowiedniego balansu, aby równie swobodnie czuli się zebrani na jednej sali przedstawiciele różnych pokoleń.
W dawnej, wiejskiej Polsce nie do wyobrażenia było wesele bez muzykantów. Lokalne, najczęściej rodzinne zespoły przygrywały do tańca na skrzypcach. Repertuar był ściśle strzeżoną tajemnicą, muzykanci zaś prześcigali się nawzajem, ucząc się jak najtrudniejszych, a zarazem najatrakcyjniejszych dla weselników utworów. Problemu z wyborem muzyki jako tako więc nie było.
W pewnym sensie spadkobiercami tamtej tradycji są współczesne zespoły ślubne. Mniej lub bardziej rozbudowane składy bawią weselnych gości, nie tylko grając piosenki, ale również biorąc na siebie ciężar poprowadzenia imprezy. Pomiędzy zespołami można wręcz przebierać, przy czym te cieszące się najlepszą opinią często mają grafik zajęty z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.
Szanujący się zespół weselny ma w swoim repertuarze zarówno aktualne sezonowe hity, przy których bawić się będzie młodzież, jak też nieśmiertelne biesiadne klasyki oraz piosenki dawne, będące uprzejmym ukłonem w stronę seniorów. Wszystko rzecz jasna zaaranżowane w zgodzie z weselną estetyką.
Właśnie estetyka ta bywa przyczyną sporów. Z jednej strony, dobrze wiadomo, że wesele rządzi się swoimi prawami i na wiele rzeczy wypada przymknąć oko (w tym wypadku: ucho). Z drugiej, wielu nie może znieść stylistyki bliskiej disco polo. Coraz częściej zdarza się, że tłem imprezy jest muzyka odtwarzana z płyt, ewentualnie miksowana przez DJa.
Wujostwo zapewne zatrzęsą się z oburzenia, gdy na weselu zabraknie któregoś z nieśmiertelnych hitów w aranżacji na gitarę i klawisze. Z kolei młodsi goście odetchną z ulgą, gdy z głośników popłynie bliższa im muzyka. To właśnie problem zbalansowania. Ciężko o satysfakcjonujący kompromis.
Musimy więc zdecydować, czy opowiadamy się po stronie tradycji, czy nowoczesności. Albo narazimy się na niezrozumienie konserwatywnych starszych gości, albo skażemy na mordęgę młodszych. Najuczciwiej będzie chyba kierować się własnym gustem i przekonaniami – ostatecznie, wesele to impreza nowożeńców. Głupio byłoby kierować się wyłącznie tradycją: gdyby rzeczywiście była nietykalna, nadal bawilibyśmy się do skocznych oberków, wygrywanych na skrzypkach przez wiejskich muzykantów.
|